Akademicki Klub Turystyczny

Oddział Wrocławski PTTK
Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze


Menu:

AKT Wrocław
Aktualności
Imprezy
Archiwum
Wydawnictwa
Ciekawe linki
FORUM
Napisz do nas

Rajd Zimowy na rakietach śnieżnych
21-22 lutego 2009 r.

     Pierwszy w historii AKT Rajd Rakietowy odbył się w dniach 21-22 lutego 2009. Oczywiście nie były to rakiety wojskowe czy kosmiczne, ale rakiety śnieżne, zakładane na buty, by nie zapadać się w śniegu. Ale po kolei.

     Pierwszego dnia, w sobotę, prywatnymi samochodami zjechaliśmy się najpierw na placyku przystanku PKS w Szklarskiej Porębie Górnej, skąd dalej podjechaliśmy, a w końcówce podepchaliśmy samochody przez zaspy i podeszliśmy do Chaty Robaczka. Było nas – Robaczków – łącznie z szefem rajdu Waldkiem Brygierem 17 osób, zaś przewodnikiem i czołowym rakietowcem był Sławek Stankiewicz.

     Po małym posileniu się nastąpiła procedura zakładania rakiet. Większość skorzystała z możliwości wypożyczenia rakiet u Sławka. Sprzęt budził nasz podziw – był profesjonalny i częściowo zupełnie nowy.

     5 osób zdecydowało się realizować samodzielnie własne trasy-spacery po okolicach chaty. Zaś główna 12-osobowa grupa pod wodzą Sławka-przewodnika wyruszyła o 12:41. Cel: Wysoki Kamień w Grzbiecie Wysokim Gór Izerskich, 1058 m n.p.m. Najpierw wprost do góry, wyjeżdżonym przez narciarzy traktem. Rakiety spisywały się znakomicie – w ogóle nie zapadaliśmy się. Mijający nas narciarze patrzyli na nas ze zdumieniem. Cóż – turystyka rakietowa u nas dopiero raczkuje.

     Wyjeżdżony dukt skończył się. Dalej podchodziliśmy po dziewiczym śniegu drogami leśnymi bez szlaku w górę Białej Doliny. Coraz stromiej i stromiej. Była ponadmetrowa warstwa śniegu, na której rakiety zapadały się tylko ok. 15-20 cm. Zmienialiśmy się co 100-200 metrów w torowaniu. Drogi leśne przekształciły się stopniowo w dróżki, ścieżki, aż w końcu całkowicie zanikły. Chcieliśmy wyjść na Szklarską Drogę z niebieskim szlakiem. Brakowało nam do niej zaledwie 230 metrów, gdy rozpoczęla się wędrówka zupełnym przełajem. Najpierw przez gęsty las świerkowy, potem stromo w dół i przez jar z zasypanym potokiem Bieleń. A potem krótki kawałek poziomo i bardzo strome wyjście z jaru do góry. Owe wyjście okazało się być hitem dnia. Najpierw Sławek dokazywał cudów torując w śniegu niemal po szyję, potem pozostali uczestnicy pokonując wyorany i osuwający się tunel śnieżny. Szczęśliwi dotarliśmy wreszcie do Szklarskiej Drogi.

     Krótki postój i ruszyliśmy dalej szlakiem niebieskim. O 15:46 dotarliśmy do Rozdroża Pod Zwaliskiem na Wysokim Grzbiecie Gór Izerskich. Choć pochmurno, była dobra widoczność. Mogliśmy podziwiać panoramę Karkonoszy z wyróżniającymi się Śnieżnymi Kotłami i Szrenicą oraz Grzbiet Kamienicki Gór Izerskich z rozległą Kamienicą. 16-minutowy postój, konsumpcja własnych prowiantów z herbatką z termosów i wyruszyliśmy dalej, szlakiem czerwonym na wschód. Ktoś przed nami wędrował tędy w samych butach (bez nart i rakiet) pozostawiając za każdym krokiem głębokie dziury. Jakże duża była różnica między tym kimś a nami. My zapadaliśmy się zaledwie ok. 15 cm, zostawiając za sobą elegancki „highway”. Dość szybko (wg odbiornika GPS prędkość „w porywach” przekraczała czasami 4 km/godz) minęliśmy Zawalidrogę (osobliwy skalny ostaniec faktycznie zawalający w poprzek szlak) i o godzinie 17:00 dotarliśmy na Wysoki Kamień. Nowe schronisko na szczycie było niestety zamknięte.

     Kolejny 15-minutowy postój, podziwianie panoramek – Karkonoszy i Rudaw Janowickich tuż pod szarymi chmurami oraz Gór Kaczawskich pod niesamowicie błękitnym niebem. Gdzieś na zachodzie w prześwicie jarzyła się czerwona zorza Słońca tuż przed zachodem. Samego zachodu o godzinie 17:25 (wg Astronomowych obliczeń) jednak nie zobaczyliśmy – chmury.

     Powędrowaliśmy w zapadającym zmierzchu szlakiem czerwonym w dół do Białej Doliny i dalej ulicami do Chaty Robaczka. Na miejscu byliśmy o godzinie 18:25, mając w nogach (a raczej w rakietach) 9,2 km i 365 metrów różnic wzniesień w podejściu.

     Wieczór w Chacie upłynął nam – Robaczkom – w niezwykle sympatycznej atmosferze stworzonej przez jej szefa. Wypiliśmy morze herbaty, skosztowaliśmy przepyszne domowe dania (zupa pomidorowa, kotlet schabowy) oraz ciasta. W tych ostatnich szef okazał się być prawdziwym mistrzem. Jak tylko jedno się skończyło, piekł natychmiast następne. Zaś nasz przewodnik okazał się niezrównanym znawcą historii regionu – do późnego wieczora słuchaliśmy jego opowieści o różnych znanych i nieznanych wydarzeniach, ludziach i obiektach.

     Nazajutrz pogoda była nieco gorsza: cały czas pochmurno, lekki wiatr i słaby opad śniegu. Tego dnia własnymi trasami spacerowało 7 osób. Zaś główna 10-osobowa grupa pod wodzą Sławka wyruszyła w Karkonosze, na Babiniec i do Skalnej Bramy. Rejon ten jest mało znany turystom. Wyróżnia się kilkoma okazałymi skałkami oraz wspaniałymi widokami na Góry Izerskie.

     Wyruszyliśmy o godzinie 9:50. Najpierw podejście narciarskim traktem na Ściernisko, wbrew nazwie całkowicie porośnięte lasem świerkowym. Potem wygodnym duktem w dół do Doliny Kamiennej. Naprzeciwko Babińca zeszliśmy z duktu i powędrowaliśmy znowu dziewiczym śniegiem wprost na południe, w dół. Przekroczyliśmy nieczynną linię kolejową, następnie przykrytą wielkimi poduchami śniegu rzekę Kamienną i podeszliśmy do międzynarodowej Szosy Czeskiej. Na podejściu tym pokonaliśmy małą skarpę (nie tak stromą, jak wczorajsze wyjście z jaru Bielenia). Niesamowitą parą i kondycją w torowaniu wykazała się Ewa – poprowadziła prawie cały odcinek do szosy.

     Dalej poszliśmy wprost do góry skrajem wyciągu narciarskiego Na Babińcu, do szlaku zielonego. Obsługa wyciągu podejrzliwie spoglądała na nas – co to za człapaki włażą w teren narciarski. Jednak szybko uspokoiła się, bowiem szliśmy lasem, w bezpiecznej odległości od nartostrady i wyciągu. Dalej powędrowaliśmy 430 metrów szlakiem, po czym wprost do góry (ale łagodnie) na grzbiet Babińca. Tutaj nasz przewodnik wykazał się perfekcyjną znajomością terenu. Bez szlaku, w zalesionym terenie, dziewiczym śniegiem przez przecinki leśne poprowadził nas do Skalnej Bramy. Dość wysokie skałki ostańcowe dały nam osłonę od wiatru, więc zrobiliśmy 22-minutowy postój na herbatkę, kanapki tudzież superenergetyczne batony. Potem poszliśmy obejrzeć sąsiednią skałkę. Na stromym obejściu skały, niektórzy wykonali rakietozjazd.

     A potem powędrowaliśmy słabo zarysowaną ścieżką wprost w dół do wiat pod dawną skocznią narciarską. Wiaty te to chyba największe w Sudetach zgromadzenie wiat i duże miejsce rekreacyjno-wypoczynkowe. Oczywiście zrobiliśmy kolejny 20-minutowy postój. Dalej poszliśmy drogą do Szosy Czeskiej, krótki odcinek szosą i następnie drogą oraz zasypanymi torami do dawnej stacji kolejowej Szklarska Poręba Huta. Stare drewniane budynki stacyjne były obwieszone efektownymi lodowymi soplami. No i stąd tędy, szwędy i owędy, czyli trochę drogami, trochę ulicami i trochę na przełaj, o 14:57 wróciliśmy do Chaty Robaczka, gdzie znowu była wyżerka robaczkowych specjałów. Tego dnia przewędrowaliśmy 9,3 km pokonując 403 metry różnic wzniesień w podejściu.

     Rajd wywarł na wszystkich uczestnikach spore wrażenie. Niektórzy złapali bakcyla. Walna w tym zasługa naszego przewodnika – Sławka Stankiewicza. Dziękujemy ci Sławku! Również należą się podziękowania pomysłodawcy imprezy i prezesowi AKT Waldkowi Brygierowi oraz niezwykle gościnnemu Robaczkowi – szefowi Chaty.

                                                                                                    Astronom



Zdjęcia Andrzeja Wojciechowskiego:

Zdjęcia Ewy Burdziuk:

Zdjęcia Agaty Patkowskiej: