Akademicki Klub Turystyczny

Oddział Wrocławski PTTK
Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze


Menu:

AKT Wrocław
Aktualności
Imprezy
Archiwum
Wydawnictwa
Ciekawe linki
Napisz do nas

Rozpoczęcie sezonu AKT-SKPS
12-13 kwietnia 2008 r.

     Grupa rowerowa liczyła w sobotę od rana 5 osób, w sobotę wieczorem już 6 osób, a w niedzielę 4 osoby. Wyjechaliśmy rano pociągiem z Wrocławia o 7:47 do Bolesławca. Trochę padało. Do Bolesławca dojechaliśmy przed 10-tą i padało jeszcze bardziej, ale po chwili się uspokoiło i pojechaliśmy na rynek zasiąść w restauracji przy kawie i ciastku w oczekiwaniu na pozostałe dwie osoby, które dojechały z Jeleniej Góry.

     Gdy się już wszyscy spotkaliśmy ruszyliśmy w małej mżawce w drogę. Trasa wiodła prawie cały dzień czerwonym szlakiem rowerowym, głównie bocznymi drogami asfaltowymi, ale niemało też było dróg polnych, co przy deszczowej pogodzie sprawiło, że już po chwili wyglądaliśmy jak banda Jożinów z Bażin.

     Niedługo za Bolesławcem natrafiliśmy zupełnie niespodziewanie na urokliwą formację piaskowcowych skałek. Potem trochę brnęliśmy, sporo jechaliśmy, chwilkę kluczyliśmy, znowu brnęliśmy, krótko wpychaliśmy i na koniec mozolnie wjechaliśmy na zamek Grodziec. Tam była większa przerwa na jedzenie i zwiedzanie całego zamku, który dla wielu z nas okazał się zaskakująco atrakcyjny (głównie przez dotychczasową niewiedzę). W międzyczasie pogoda poprawiła się już znacznie i nawet wyszło słońce.

     Z zamku zjechaliśmy do wsi o takiej samej nazwie, osiągając przy tym dzienne rekordy prędkości maksymalnej i dalej już lekko pofalowanym terenem dojechaliśmy przed 17-tą do Złotoryi.

     Tam zjedliśmy obiad w restauracji „Przy Miłej” i spotkaliśmy się z Miłką i jej grupą pieszą. Po zakwaterowaniu się w schronisku wyruszyliśmy na konieczne zakupy i wieczorną imprezę z grillem w domku Miłki. Impreza trwała do późnych godzin i najpierw dużo zjedliśmy a potem to wszystko wyśmialiśmy, albo na odwrót. W każdym razie gardłach nam nie zasychało.

     W niedzielę rano udaliśmy się na spacer po centrum Złotoryi. Zwiedziliśmy kilka obiektów, wysłuchaliśmy gawędy przewodnik Miłki i zasiedliśmy, oczywiście, na ciastko i kawę. Następnym punktem programu było wspólne wejście obu grup (pieszej pieszo i rowerowej pchano-pieszo) na Wilczą Górę. Na szczyt. Pogoda w niedzielę była już rozleniwiająco piękna, więc były kłopoty z ruszeniem w drogę ale po chwili się udało i ruszyliśmy do Legnicy niezbyt prostą drogą. Najpierw pojechaliśmy pooglądać skansen hutniczy w Leszczynie, potem wdrapaliśmy się do ruin radiostacji w Stanisławowie. Tam też spędziliśmy romantyczne chwile przy bułce i widoku na zaśnieżone Karkonosze. A potem to już wspaniały, długi zjazd do Sichowa. W Sichowie przydarzyła się nam pierwsza i na szczęście jedyna niespodzianka, tzn. Sławkowi odkręcił się pedał. Trudził się chłopak z nim, co jakiś czas dokręcając go kombinerkami, aż do wsi Słup, gdzie udało nam się pożyczyć klucz nasadowy i go porządnie przykręcić. Dalej już prosto na północ dojechaliśmy wpierw do Warmątowic Sienkiewiczowskich, gdzie oglądnęliśmy piękny pałacyk, co go Henryk nie chciał i potem już prosto do Legnicy.

     W Legnicy zdążyliśmy jeszcze kupić bilety i coś do jedzenia i zapakowaliśmy się piękną, żółtą rakietę klasy drugiej. O 19:15 byliśmy już we Wrocławiu.

     Trasa rowerowa liczyła ogólnie 2 x 40 = 80 km, lub coś koło tego, bo nikomu licznik nie działał, a udział w niej wzięli:
  
1. Wojtek Gizicki „Janosik”
   2. Sławek Skarba
   3. Barbara Kwiatkowska
   4. Ania Litwin
   5. brat Ani
   6. Paweł Federowicz