Akademicki Klub Turystyczny

Oddział Wrocławski PTTK
Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze


Menu:

AKT Wrocław
Aktualności
Imprezy
Archiwum
Wydawnictwa
Ciekawe linki
Napisz do nas

Rajd Primaaprilisowy AKT - relacja
31.03. - 01.04.2007

liczba uczestników: 17 osób (Ania, Jacek, Wojtek, Andrzej, Marzenna, Kasia, Kasia, Ewa, Joanna, Krystyna, Ewa, Liliana, Basia, Krzysztof, Mariusz, Marysia, Magda)
uczestnicy 1-dniowi: 3 osoby (Ewa, Andrzej, Andrzej)
średni wiek uczestników: odpowiedni
pogoda: cudowna
przebieg pokonanej trasy: (1-go dnia 21,5 km wg GPS-a; 2-go dnia ok. 25 km wg mapy i odcisków na stopach)

     Rajd Primaaprilsowy rozpoczął się zbiórką na Dworcu Głównym we Wrocławiu o godz. 6:25. Pociąg nadjechał bez spóźnienia, więc o godz. 6:45 wyjechaliśmy, z zawrotną prędkością, do Henrykowa. Ok. 8:30 byliśmy już na dworcu w Henrykowie. Ruszyliśmy przez stary park (mijając po drodze mauzoleum rodziny Sachsen-Weimar, ostatnich przedwojennych właścicieli zabudowań klasztornych) do dawnego opactwa Cystersów. Po krótkim odpoczynku, pozostawiliśmy plecaki za Klasztorną Furtą, popatrzyliśmy przez płot na prastary Cis (wiek 742 lata - jest to czwarte pod względem wieku drzewo w Polsce wg Cezarego Pacyniaka - "Najstarsze drzewa w Polsce”, Wydawnictwo PTTK Kraj 1992) i „polami, polami” dotarliśmy do Muszkowickiego Lasu Bukowego.

     Podczas pierwszego dnia wycieczki Astronom zinwentaryzował widziane kwitnące roślinki - naliczył 22 gatunki tj.:

śnieżyczka przebiśnieg,
śnieżyca wiosenna,
ziarnopłon wiosenny,
wawrzynek wilczełyko,
zawilec żółty,
jasnota purpurowa,
miodunka ćma,
przylaszczka pospolita,
lepiężnik biały,
podbiał pospolity,
fiołek wonny,

kokoryczka wielokwiatowa,
pierwiosnka wyniosła,
łuskiewnik różowy,
złoć żółta,
fiołek leśny,
zawilec gajowy,
czereśnia dzika,
śliwa tarnina,
gajowiec żółty,
kokorycz pusta,
śledziennica skrętolistna.

Co więcej, Astronom zinwentaryzował również „te co skaczą i fruwają”, więc mogliśmy zaobserwować lub usłyszeć 26 gatunków ptaków tj.:

bocian biały,
krzyżówka, łyska,
śmieszka,
łabędź niemy,
myszołów,
grzywacz,
gołąb miejski (skalny),
sierpówka,
dzięcioł zielony,
skowronek,
pierwiosnek,
rudzik,
drozd śpiewak,

kos,
szpak,
modraszka,
bogatka,
kowalik,
wróbel,
trznadel,
kulczyk,
zięba,
gawron,
sroka,
kruk.

     A najbardziej ekscytujący był ampleksus w wykonaniu żaby trawnej !!!!!!!!!!!!!!!!!!

     Spacer po wiosennym Muszkowickim Lesie Bukowym oraz okolicach był niezwykle przyjemny i radosny. Nastrój pachnących kwiatków, ćwierkających ptaszków oraz ampleksujących się żabek udzielił się wszystkim uczestnikom wycieczki.

     Po powrocie do Henrykowa, pożegnaliśmy trzech wycieczkowiczów, których interesowały jedynie przyziemne sprawy (ptaszki i kwiatki) a pozostała 17-stka ruszyła dumnie i odważnie ku Furcie Klasztornej.

     Furtian otworzył Furtę i weszliśmy w świat spokoju, ciszy, dyscypliny i pokory.

    Dzięki uprzejmości Księdza dr Jana Adamarczuka, Rektora Annus Propedeuticus MWSD mogliśmy przenocować w pokojach Seminarium Duchownego. Mieliśmy też niecodzienną możliwość zwiedzenia zespołu Klasztornego, dzięki temu że jeden z uczestników wycieczki zajmuje się od pięciu lat inwentaryzowaniem zabytku – zobaczyliśmy piękne pomieszczenia, wirydarz z obejściem ozdobionym gotyckimi freskami, refektarz, a także strych.

     Na strychu nie spotkaliśmy nietoperzy ani też ducha Opata Piotra, mogliśmy za to przyjrzeć się skomplikowanej jętkowej więźbie dachowej pochodzącej z XIX oraz unikatowemu kołu dreptakowemu napędzającemu dźwig. Na Dolnym Śląsku podobne koło (element dźwigu napędzanego siłą ludzkich mięśni) znajduje się jeszcze w budynku Zakonu Rycerzy z Czerwoną Gwiazdą (obecnie Ossolineum we Wrocławiu). Henrykowskie koło jest więc prawdziwym unikatem, po zakończeniu dokumentowania stanu więźby można spodziewać się przedłużenia trasy dla zwiedzających dawne opactwo, właśnie o strych.

     Ponownie dzięki uprzejmości Seminarium mogliśmy - w barokowo urządzonym refektarzu - wieczerzać oraz śniadać. Gdy zajadaliśmy m.in.: pizzę oraz parówki groźnym okiem spoglądali na nas z obrazów: św. Jadwiga, Henryk Brodaty, Henryk Pobożny, Kanclerz Mikołaj i inne persony. Pamiętając o klasztornej jak i świeckiej przeszłości całego zespołu budynków, w refektarzu zajadano zapewne zarówno suchy chleb z wodą jak i półgęski, bażanty oraz paszteciki z przepiórczych języczków. Natomiast nasze posiłki nie były ani postne ani przesadnie wystawne za to bardzo smaczne i pożywne.

     W Klasztorze spało się bardzo dobrze (rano nikt nie narzekał), Opat Piotr też był dla nas wyrozumiały.

     Drugi dzień rajdu zaczęliśmy od śniadania, następnie szybko zwiedziliśmy Kościół należący do Cystersów i opuściliśmy szacowny Henryków kierując się ku Wzgórzom Strzelińskim. Pogoda była wspaniała, przyroda kwitła, pachniała i świergotała, aż iść się nie chciało. My jednak dzielnie trwaliśmy przy turystyce pieszej: szukaliśmy śladów grodzisk, renesansowych dworów na wodzie, przemierzaliśmy urokliwe wąwozy, obserwowaliśmy meandrujące potoki.

     Ok. godz. 11:30 dotarliśmy do Dobroszowa gdzie zobaczyliśmy taaaaaką rybę... Mały, ale elegancki w formie, barokowy kościółek krył w sobie ambonę w kształcie wieloryba (a może biblijnego lewiatana ?). Ambona może nie dorównywała przepychowi innych tego typu obiektów, ale pomysłowość jej wykonania czyniła ją niepowtarzalną.

     Po wyjściu z Dobroszowa zobaczyliśmy przytulną polankę z widokiem na wzgórza, tam też wycieczka postanowiła zrobić sobie PIK NIK, a co się działo później ... Później 17 osób i jeden miejscowy pies, jak jeden mąż ... zasnęli (lub prawie zasnęli). Ot taka wiosenna sjesta.

     Nabrawszy nowych sił przypuściliśmy atak na najwyższy szczyt Wzgórz Strzelińskich, po kilku minutach Gromnik (393 m. n.p.m.) był nasz! Na szczycie niedzielni turyści, robiący sobie grilla, patrzyli na nas (objuczonych plecakami) jak na pewne curiosum. My patrzyliśmy się na nich podobnie. Na Gromniku próbowaliśmy znaleźć ślad lub zarys fundamentów wczesnośredniowiecznej Rotundy, niestety największy zauważalny relikt stanowiły ruiny wieży widokowej oraz poniemieckiej gospody. Aczkolwiek, myślę, że udało nam się zauważyć ślady dawnej świątyni.

     Po zejściu z Gromnika rozpoczęliśmy marsz na Biały Kościół a droga nie była łatwa: wąwozy, kamieniołomy, wapniarki, kwiatki, kwiatki, kwiatki – trudne jest życie turysty. Do Białego Kościoła (nazwa miejscowości pochodzi od kościoła, który - jak niektórzy zauważyli - jest tylko częściowo biały) dotarliśmy ok. 40 min przed odjazdem pociągu do Wrocławia. Wtedy był czas na: napicie się chłodnych napoi, ostatni rzut oka na Wzgórza Strzelińsko-Niemczańskie oraz na bezsensowne acz przyjemne rozmowy. Nasz pociąg spóźnił się ok. 15 min. dlatego wycieczkę mieliśmy o kwadrans dłuższą.

     Ok. 18:50 byliśmy już na Dworcu Głównym we Wrocławiu, pożegnaliśmy się i każdy ruszył w swoja stronę, ale z wiosną w sercu (mam nadzieję).

Ania Czekaj
Jacek Małańczuk


Zdjęcia Ewy:


Zdjęcia Asi:


Zdjęcia Kasi:


Zdjęcia Mariusza:


Zdjęcia Wojtka: