Akademicki Klub Turystyczny

Oddział Wrocławski PTTK
Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze


Menu:

AKT Wrocław
Aktualności
Imprezy
Archiwum
Wydawnictwa
Ciekawe linki
Napisz do nas

Spływ Gwdą

     W dniach 16-24.07.2007 odbył się spływ pętlą szczecinecką i Gwdą. Inicjatorem i nieformalnym szefem imprezy był Zbyszek Sroka, a uczestniczyło oprócz niego jeszcze 5 osób: Kasia Berent, Ewa Burdziuk, Honorata Czapińska (Wyderka), Jadzia Maksymowicz i Andrzej Wojciechowski (Astronom).

     Trasa wiodła najpierw ze Szczecinka rzeczką Niezdobną pod prąd na Jezioro Wielimie, następnie krótko Gwdą z jej nurtem, po czym Dołgą pod prąd przez Jez. Dołgie do Kolonii Stępno. Tu był przewóz kajaków 8 km do Drężna i następnie spływ Gwdą przez jeziora Studnica, Wierzchowo, Smolęsko, Wielimie i dalej rzeką oraz przez trzy sztuczne zbiorniki (Grudniański, Jastrowski i Ptuszowski) aż do Krępska.

     Łącznie przepłynęliśmy 129 km. Zaliczyliśmy rekordową ilość przenosek - aż 13, na odległość łącznie 1160 metrów. Niektóre z nich były bardzo uciążliwe, np.: 300 m przez chaszcze i pokrzywy, albo zaledwie 30 m, ale ze spuszczaniem kajaków "ścianą płaczu" (nachylenie ok. 55 stopni) w dół, chaszczami i wodowaniem w kamienistym bystrzu. Do tego należałoby dodać jeszcze kolejne 4 przenoski, których uniknęliśmy, bo albo przy przenosce biwakowaliśmy (a więc i tak trzeba było wyciągnąć kajaki z rzeki), albo udało się kajaki spuścić na lekko rzeką przez przeszkodę. Cały spływ, jeśli nie liczyć przenosek, okazał się niezbyt trudny, dość urozmaicony. Trafiały się w górnym biegu Dołgi oraz Gwdy: płycizny (holowanie kajaków), bystrza z kamieniami, powalone drzewa przegradzające nurt, niskie mostki i rozbujane jeziora z wiatrem w twarz ("wiosłuj gringo, wiosłuj!").

    Z ciekawszych rzeczy zaliczyliśmy ponadto:
   - jedną solidną ulewę z... suchymi namiotami (namiot jest suchy, jeśli poziom wody w środku nie przekracza 20 cm) i kopaniem za pomocą łyżeczki stołowej kanału odwadniającego,
   - całonocny festiwal piosenki biesiadnej w wykonaniu dwóch tubylców,
   - przebijanie się przez łozowy "Wietnam",
   - przebijanie się przez zatory... ze śmieci i butelek (niestety, na starcie ze Szczecinka),
   - jedną pijawkę, trzy kleszcze i hordy komarów,
   - spłynięcie przez zastawkę z małym wodospadem,
   - przecinanie kolczastego drutu przegradzającego rzekę,
   - codzienne obserwacje czapli, kormoranów, łabędzi niemych i zimorodków,
   - wyłowienie podtopionego gołębia (wykarmiony odleciał nazajutrz),
   - jeden dzień bazowy w Lędyczku z niezwykle melodyjną wieżą kościelną - kuranty, hejnały, zespół dzwonów ("kiedy ranne wstają zorze").

     Uczestnicy dzielnie przeszli (a raczej przepłynęli) przez to wszystko. Oczywiście trudno nie wspomnieć o Wyderce, która część spływu pokonała... wpław - jak to Wyderka. Sprzęt (kajaki), choć stary, ale jary - też się spisał. Dwukrotnie tylko były małe łatania. Gwda, a zwłaszcza Dołga okazały się urokliwymi rzekami, o lesistych brzegach i znikomym ruchu kajakowym. Pogoda dopisała; tylko jeden dzień był deszczowy. Ponadto parokrotnie padało przelotnie,

o czym informuje
Astronom


Zdjęcia Andrzeja Wojciechowskiego:

W kajaku

Kajak 3-osobowy

Zaraz odpływamy

Biwak

Kiedy ranne wstają zorze

Przenoska

Ściana płaczu

Urokliwe Jezioro Dołgie